„Polacy nie gęsi…”, a może czyżby a jednak…Polacy nienawidzą urzędników, jak chyba żaden inny naród na świecie. Tylko, że ci znienawidzeni urzędnicy, to też Polacy!!!Nikt nie lubi nadmiernej ilości regulacji, zasad, przepisów… a tym bardziej nie lubimy ludzi, którzy przestrzegania tych reguł pilnują. „Ja nienawidzę urzędnika, dopóki sam nim nie zostanę. Wtedy nienawidzę petenta”. Głupie, prawda? „Ja nienawidzę urzędnika, dopóki mi utrudnia życie, choć jeśli będzie utrudniał życie np. sąsiadowi, co mi utrudnia życie łamiąc zasady zapisane w przepisach, to jest OK”

.Czy urzędnik (Polak) to wróg, który tylko na mnie dybie? Czy to, że nienawidzimy urzędników, to kwestia tychże urzędników jako ludzi, czy raczej to kwestia przepisów, które ci urzędnicy są zobowiązani egzekwować?

Skoro nienawidzimy urzędników, za to, że egzekwują przepisy, to może rozwiązaniem problemu byłoby zlikwidowaniem wszelkich zasad i wymogów, w tym formalnych? A może by zlikwidować w ogóle przepisy? Chyba raczej nie inaczej, bo szybko byśmy tego pożałowali, bo obróciłoby się to przeciwko nam.

A może wystarczyłoby przepisy upraszczać? OK, ale gdzie jest granica tego uproszczenia, żeby nie dojść do ściany? Kto ustala te granice? Urzędnik! Kto powołuje urzędnika? Władza wybierana przez tegoż suwerena. Czy urzędnik to ktoś, kto nic nie robi, przychodzi do pracy, tylko pije kawę, a jedynym jego zajęciem jest utrudnianie życia innym? „Czy Polacy to niewolnicy, a urzędnicy, też Polacy, są nadzorcami tychże niewolników?

„Czy urzędnik celowo utrudnia, opóźnia, celowo gra nam na nerwach? Czy ma pracy za mało? Czy może jednak ma raczej ma tej pracy za dużo i się po prostu nie wyrabia? Za dużo ma pracy? To zwiększyć liczbę urzędników nas obsługujących? Nie, nie, nie… przecież tych nierobów jest za dużo. Zwalniać, a nie zatrudniać. Przed tzw. „dobrą zmianą” tworzony był tzw. korpus urzędnicy, czyli li korpus bezpartyjnych, niezależnych fachowców. No ale przyszła „….. zmiana” i rozpędzono fachowców, zlikwidowano konkursy na stanowiska urzędnicze, robiąc miejsce dla swoich, dla kolegów partyjnych i wszelkiej maści pociotków, niekoniecznie mających pojęcie o pracy urzędniczej, a zatrudnianych po uważaniu. Czy w innych krajach (jakich?) urzędy zakładają ,że obywatele są uczciwi, a jeżeli nie, to przedstawia się im zarzuty, a u nas zakłada się, że każdy jest NIE uczciwy , a jak jesteś uczciwy to Ty to udowodnij. Stąd problemy? Jak to zmienić? Czyja to wina? Hmmmm Czy powinniśmy szanować pracę urzędnika, czy raczej nią gardzić? Czy urzędnikom należą się podwyżki?

„O jojojoj nie, nie. Podwyżki nierobom? Nigdy przenigdy… I tak maja za dużo”. „Nienawidzę urzędnika, bo ja go utrzymuję”. A nie utrzymuje się on z własnej pracy, za którą ja mu płacę? Tak jak pielęgniarce, policjantowi, czy kierowcy autobusu? „Ale ja nie chcę, żeby od tą pracę wykonywał, i to jeszcze za moje”. Zlikwidować urzędy? „Nienawidzę urzędników, ponieważ pracują w sferze budżetowej. Źródłem ich wynagrodzenia są pobrane od innych podatki, a nie wypracowana rynkowo wartość dodana, to cały powód. Gdyby urzędnik robił swoje za darmo, nienawidziłbym go znacznie mniej”.

A gdyby tak nagle wszyscy urzędnicy się zwolnili? „Niech idą gdzie pieprz rośnie…” No dobrze, a co wtedy?

No to jeszcze raz: maksymalnie upraszać procedury. Wolność przede wszystkim. No znów zadam pytania: gdzie kończy się wolność, a gdzie zaczyna anarchia?

Nam przepisy i wymogi do niczego nie są potrzebne. No dobrze, a naszemu sąsiadowi, który wychodząc z założenia: „wolność Tomku w swoim domku”, stawia tuż za płotem na wysokości moich okien chlewnię? Gzie kończy się wolność?

Polacy kochają wolność, politycy kochają granie na niskich uczuciach i na emocjach Polaków. Ci co robią to sprytnie, oszukując nieświadomych wyborców, wygrywają wybory. Ot taka smutna konkluzja na koniec.

——————–

W Urzędzie Miasta Nowa Sól, którym miałem zaszczyt zarządzać przez 17 lat, nie obowiązywała zasada: „klient nasz pan”, obowiązywała zasada: „klient nasz partner”. Wypracowaliśmy mechanizmy, których główną zasadą było: „pomagać, a nie utrudniać”. Obowiązywała zasada: „jeśli to jest możliwe, decyzja powinna być wydawana następnego dnia po upływie ustawowego terminu”.

Inwestor, który czeka na zainwestowanie np. 100 mln zł i stworzenie 1000 miejsc pracy nie może czekać nawet o jeden dzień za długo. Jeśli ktoś czeka na dowód osobisty, po wszystkich procedurach, nie może czekać ani o jedną godzinę dłużej ile wymaga tego procedura (problemy były w okresie masowej wymiany dowodów osobistych, ale wtedy przesunąłem urzędników z innych wydziałów, choć wymagali oni przeszkolenia i uzyskania certyfikatów dostępu). Proste.

I to u mnie działało. Może nie w 100%, ale choć w 99% (nie wiem o innych przypadkach z tego 1%). To kwestia organizacji i dobrej woli wszystkich stron. Nie mówię tutaj o przepisach, które trzeba upraszczać w miarę możliwości.