Moje życie – ciekawostki

Moja firma CK Vadim, moja duma.
Moja firma CK Vadim, moja duma.

17 lat mojego dorosłego życia związanych było z założoną przeze mnie  w 1986 r. firmą Centrum Komputerowe VADIM. 17 lat!!! Kiedy po wygraniu wyborów na prezydenta miasta Nowa Sól w 2002 r. musiałem zakończyć działalność gospodarczą,  firma Vadim była wtedy najstarszą firmą informatyczną w Polsce!!! Przeżyłem wielkich i jeszcze większych. Od założenia firmy Vadim w 1986 roku przez te 17…

Moje życie, a dziwne imię Wadim.

 

Nie wiem dlaczego rodzice dali mi na imię Wadim? Wiem, że wybierali pomiędzy Wadim, a Arnold. Moi rodzice nie żyją. Tata zmarł, kiedy miałem 5 lat i bardzo słabo go pamiętam. Moja ukochana mama zmarła tragicznie kiedy miałem 18 lat, w pierwszym miesiącu mojej nauki na Politechnice Warszawskiej.

 

Niewiele mam dokumentów i śladów po swoich przodkach.

 

Mój ojciec: Włodzimierz Tyszkiewicz, syn Włodzimierza Tyszkiewicza urodzonego w Landwarowie (Litwa, siedziba rodu Tyszkiewiczów), syn Eugeniusza Tyszkiewicza, ojciec z matki Olgi von Bass (Niemka)- dziadkowie na pierwszym zdjęciu.

 

 

Moja mama: Bogumiła Pawłowska z matki Marii Huk (Ukraina) z ojca Bronisława Pawłowskiego z Polesia (Polska). Mama zdobyła wykształcenie w polskiej, katolickiej szkole.

 

Ja urodziłem się w Hancewiczach (przed wojną kresy wschodnie Rzeczypospolitej).

 

 

Ochrzczony zostałem w małym kościółku w Miedwiedziczach, gdzie zimą saniami zawieźli mnie rodzice w tajemnicy przed władzą ludową, żeby w ówczesnej rzeczywistości nie stracili pracy w szkole. Wadim na chrzcie, z trudem, ale jakoś przeszło.

 

Muszę przyznać, że to piękne imię niemal przez całe życie mnie prześladowało i przysparzało mi kłopotów, a teraz jest moją dumą. W domu wołano na mnie Wadzik. Może dlatego, że jako mały łobuziak często wadziłem. Moja niania, Paulina Zielonka, która się mną opiekowała i kochała mnie nad życie, została zamordowana, przez bandytę za prezenty, które jej przywiozłem jako 22 letni student z zagranicznej Polski (ale to już inna niezwykła opowieść). Niania wołała na mnie Wadziczek.

Kiedy jako dziecko przyjechałem do ojczyzny- Polski, na podwórku, na którym musiałem walczyć o swoje miejsce w szeregu i hierarchii łobuzów, wołano na mnie Rusek, co mnie potwornie wkurzało. Przecież Tadeusz Kościuszko też urodził się jako Białorusin na Polesiu z dziada „Kostiuszko” (białor. „Касцюшка”), a Adam Mickiewicz pisał: “Litwo Ojczyzno moja…”.Kiedy przyjechał do Polski kolega z Ameryki, to był Polakiem, ja, chłopak z kresów Rzeczypospolitej, narodowości polskiej – Ruskiem. Buntowałem się i nie mogłem tego znieść. Dlaczego Rusek? Przecież jestem Polakiem i… znów musiałem się bić. Byłem najmłodszy w naszej podwórkowej bandzie. Chudy i niezbyt silny musiałem udowadniać, że nie jestem gorszy od starszych silniejszych i bardziej wysportowanych kolegów. Nawet zacząłem uprawiać boks. Nie osiągnąłem wielkich sukcesów na ringu, ale postawę boksera mam do dziś. Hektolitry potu wylane na bokserskiej hali treningowej przy ul. Topolowej oraz biegi przełajowe, w których już osiągałem niezłe wyniki, nauczyły mnie twardości i uporu w dążeniu do celu.

Do komunii poszedłem jako Wadim, ale na bierzmowaniu dostałem nowe imię- Waldemar. W podstawówce było ok. choć mówili na mnie różnie, od Wadima po Władka, ale w szkolnym teatrzyku grałem polskiego króla (zdjęcie) choć z berłem w postaci tłuczka do ziemniaków. Na podwórku nikt nie mówił na mnie Wadim. Dzięki swojej waleczności z Ruska przeistoczyłem się we Władka. Kto to by mnie nazywał jakimś tam Wadimem? Mały Władek pomału awansował w hierarchii podwórkowej.

W szkole podstawowej nie byłem orłem, no i z imieniem miałem oczywiście problem. W 6-stej klasie na świadectwie wypisano mi imię nie Wadim, tylko Włodzimierz. I ja nawet się z tego powodu nie burzyłem.

Poszedłem do wyższej klasy jako Włodek, a wyszedłem z podstawówki znów jako Wadim.W szkole średniej dziewczyny, które mnie lubiły, mówiły do mnie Dymek, od Wadimek. Na studiach już problemów z imieniem nie miałem. Choć kiedy szkicowałem sobie logo firmy, której założenie planowałem, wyszło mi Vadim. Lepiej brzmiało, było takie bardziej zachodnie i w języku angielskim nie brzmiało już jakoś dziwnie Łuadim, tylko Wadim, no i kojarzyło się z Rogerem (Rodżerem) Vadimem.

Tak, potem, przez 17 lat, kiedy prowadziłem własną, największą w województwie lubuskim firmę informatyczną, zarówno nazwa firmy, jak i moje imię, brzmiały dumnie.

W związku z moim imieniem swoistą przygodę przeżyła moja młodsza córka Klaudia. Pani zapisywała imiona rodziców i kiedy przyszła kolej na Klaudię, pani zapytała, jak tata ma na imię. Moja córka odpowiedziała- Wadim. Pani się lekko skrzywiła i odpowiedziała: Klaudia, Vadim, to nazwa firmy, jak więc tata ma na imię? Klaudia znów odpowiedziała- mój tata ma na imię Wadim. Pani znów odpowiedziała- Vadim to nazwa firmy, powiedz dziecko prawdę, jak twój tata ma na imię? – Wadim, zdecydowanie odpowiedziała Klaudia. Lekko podirytowana pani odpowiedziała- Klaudio, Vadim to jest firma, przyjdź jutro z mamą. Nie uwierzyła dziecku, że tata ma na imię Wadim. Tak jak u Barei: “nie ma takiego miasta Londyn, jest Londek (Lądek)”.Z imieniem Wadim miałem problemy całe życie i mam do dziś z nim różne przygody. Podając imię przed nazwiskiem np. prosząc o fakturę na stacji benzynowej, dziesiątki razy usłyszałem: – Jak? Wadium?

Występując często w radiu czy telewizji, niemal 3/4 nawet najlepszych, najwybitniejszych redaktorów i dziennikarzy z pierwszej półki ma problem z poprawnym wypowiedzeniem mojego imienia i nazwiska. Wynika to chyba z tego, że w języku polskim nie ma słów z “dim”. Tak więc najczęściej w zapowiedziach pada: Wadym Tiszkiewicz. I czym bardziej się dziennikarze starają poprawnie wymówić moje imię i nazwisko, tym bardziej im to nie wychodzi. Kiedy zostałem prezydentem miasta w 2002 roku, Nowosolanie dość szybko przyzwyczaili się do mojego dziwnego imienia. Dzisiaj to już nie jest dla mnie wstyd, a duma. Wadim, to piękne imię.