ODWIEDŹ MNIE

ul. Pocztowa 1/1, 67-100 Nowa Sól

Social media

Mam wrażenie, że po ostatnim spotkaniu z lekarzami, Pani minister Zdrowia, skapitulowała. Szkoda.

Uwaga: problem systemu ochrony zdrowia nie dotyczy tego czy tamtego rządu, to problem każdego rządu, który jest czy będzie przy władzy. Oczywiście najłatwiej oceniać i krytykować tym, którzy nigdy nie rządzili i nie podejmowali decyzji.

Ja jednak pokuszę się o oceną, z pozycji długoletniego samorządowca, dla którego zdrowie mieszkańców było i jest bardzo ważne. Uważam, że nie wystarczy już podleczać, poprawiać system i co jakiś czas reanimować zapaść w ochronie zdrowia. Trzeba radykalnych i odważnych działań, inaczej wszyscy się „pozanarzekamy”.

Jednym z elementów utrudniających reformę ochrony zdrowia, jest nadmierne rozproszenie nadzoru właścicielskiego nad szpitalami. Pacjenta nie interesuje to, kto jest właścicielem czy zarządzającym szpitalem. Pacjenta interesuje szybkie, sprawne i skuteczne leczenie.

Dotyczy to też m.in. szpitali powiatowych*, które najczęściej powiatowymi są z nazwy. Powiaty nie mające własnych pieniędzy, najczęściej wcale, albo w bardzo małym stopniu, wspierają finansowo te szpitale, mając jedynie wpływ na obsadzanie stanowisk dyrektorskich, czasem niestety z politycznego klucza.

Ktoś musi koordynować całą sieć szpitali, a dobro pacjenta powinno być najważniejsze.

Warto rozważyć to, żeby obowiązki nadzoru nad wszystkimi szpitalami publicznymi w województwie, wzięły na siebie samorządy wojewódzkie, z sejmikami i marszałkami na czele.

Pieniądze na ochronę zdrowia, pochodzące z kasy wszystkich mieszkańców województwa, powinni trafiać do najbardziej efektywnej, z pozycji pacjenta, sieci szpitali.

To w Urzędach Marszałkowskich powstają mapy potrzeb zdrowotnych, które powinny być tworzone wraz z partnerami samorządowymi, burmistrzami miast, realnymi gospodarzami w powiatach.

W województwie lubuskim mamy dwa szpitale wojewódzkie i kilka powiatowych. Szpitale powiatowe muszą sobie radzić same. Niestety niektóre szpitale powiatowe nie mają szans na przetrwanie, a ich sztuczne podtrzymywanie, niekoniecznie służy pacjentom. Tu trzeba odważnych decyzji, a interes pacjenta powinien być na pierwszym miejscu.

*Nowosolski szpital powiatowy (z nazwy) jest jednym z największych w województwie, blisko 500 łóżkowy, wielospecjalistyczny, o III-stopniu referencji. Bezpośrednie wsparcie w województwie mają przede wszystkim szpitale wojewódzkie, gdzie trafiają setki milionów zł.

Dzięki świetnej kadrze menadżerskiej (kobieta menadżer, nie lekarz, przez 25 lat), nowosolski szpital jest w czołówce polskich szpitali. Trafiają do nas pacjenci z całego lubuskiego, z dolnośląskiego (głównie Zagłębie Miedziowe) i wielkopolski.

Powtórzę: pacjenta nie interesuje to, kto jest właścicielem szpitala, a to jak pacjent jest leczony.

Warto więc na tym przykładzie wyciągać ogólnopolskie wnioski.

I jeszcze pomysły, które mogłyby usprawnić nasz system ochrony zdrowia:

– niewielka odpłatność za wizyty u lekarzy, szczególnie u specjalistów, ale i u lekarzy rodzinnych też. To się sprawdziło w Czechach. 20-30 zł za wizytę, mogłoby skrócić kolejki, gdyż wiele osób traktuje wizytę u lekarza jak rytuał, blokując dostęp poważnie chorym. A nieprzychodzenie na wcześniej zaplanowane zabiegi, wizyty i badania, bez odwoływania wizyt, jest niestety powszechne, co blokuje innym dostęp do specjalistów i do badań.

Może drobna odpłatność równolegle z obniżeniem składki zdrowotnej?

Można te 20-30 zł zrekompensować w jakieś formie, np. żeby osoby mniej zamożne na tym nie straciły. Powtórzę, w Czechach to się sprawdziło, więc sprawdzi się i u nas.

– Należy jak najszybciej wprowadzić elektroniczny system umawiania wizyt oraz ich odwoływania w każdym miejscu w kraju (technicznie czy informatycznie, to jest najmniejszy problem ).

Żeby ludzi zmotywować do informowania o odwołanej wizycie wprowadzić po prostu kary (choć tu ostrożnie, nie chodzi o to, żeby karać a leczyć) za nie odwołanie wizyty ponieważ nieodwołanie wizyty powoduje sztuczne zatory kolejkowe .W szczególności u specjalistów.

– warto to powiązać ze sprawnym systemem odwoływania wizyt, którego nie mamy. Można przez to znacząco skrócić kolejki.

– i jeszcze jeden z wielu pomysłów: skoro kolejki do specjalistycznych badań i do lekarzy specjalistów są często wielo, wielo miesięczne, a zdrowie nie może czekać, to może warto rozważyć możliwości odliczenia od podatku (może choć w części?) wydatków na specjalistyczne leczenie w prywatnej sieci ochrony zdrowia, przynajmniej te najbardziej potrzebne, często ratujące życie? Dodatkowo uszczelniłoby to też system podatkowy związany z odpłatnością za wizyty w prywatnych gabinetach.

To kilka z wielu propozycji, nad którymi może warto się pochylić.

– warto też się pochylić nad „darmowymi lekami” (nie ma nic za darmo) i zmienić jakoś sposób ich wydawania. Gdyż, od kiedy są „za darmo”, ogromna ich ilość ląduje w koszach na śmieci, za co płacą wszyscy. Nie mam tu pomysłu, ale coś z tym trzeba zrobić. Może pomoże centralna baza informacji o pacjencie, o której poniżej?

– i jeszcze jedno, bardzo ważne i potrzebne rozwiązanie: Centralna Baza Chorych (może Informacji Medycznych, czy jakby tego nie nazwać). Chodzimy do różnych lekarzy, do publicznej i prywatnej sieci, robimy różne badania. Przez lata tego się sporo zbiera. Gromadzimy w szufladach wyniki badań krwi, wypisy ze szpitala, prześwietlenia, zapisane recepty…. Wizyta u lekarza się wydłuża, kiedy musimy wyciągnąć te wszystkie zapiski, od różnych lekarzy i z różnych gabinetów.

Centralna baza (oczywiście odpowiednio zabezpieczona przed odstępem do niej osób niepowołanych) i indywidualnymi kontami pacjentów, niesamowicie usprawniła by leczenie, skróciła czas leczenia i zwiększyłaby jego efektywność.

W Japonii (gdzie mieszka obecnie moja córka) wizyta u lekarza trwa kilkanaście minut, ale wcześniej lekarz do wizyty się przygotowuje, analizując historię leczenia pacjenta w różnych placówkach, jego wyniki badań w skali lat… Wchodząc do gabinetu, lekarz o pacjencie wie wszystko, w kontekście przebytych chorób i przeprowadzonych badań.

Centralna Baz byłaby dostępna dla wszystkich lekarzy, rehabilitantów, dietetyków itd. Taki raz wprowadzony do systemu wywiad, każdorazowo uzupełniany o np. wyniki, sposób leczenia, nowe objawy…, to zarówno dla pacjenta, jak i lekarza doskonałe źródło danych. Wypisując jedną receptę na leki już wiadomo czy korelują z innymi. Itd. Przecież jest już e-pacjent. Co za problem, żeby na jego podstawie stworzyć taką centralną bazę?

Przecież mamy też AI, od którego nie uciekniemy. AI nie ma leczyć, a wspierać dostęp do informacji o chorobach i światowych trendach w ich leczeniu. Oczywiście z AI ostrożnie. Ma wspierać, a nie leczyć.

Powtórzę: taki centralny rejestr, baza danych o zdrowiu pacjenta, niesamowicie skraca czas wizyty u lekarza i zwiększa efektywność leczenia.

– powinny też powstać konkurujące ze sobą Kasy Chorych, jako pierwszy krok do uzdrowienia polskiej ochrony zdrowia.

– a może (???) wprowadzić obowiązkową, równą dla wszystkich składkę zdrowotną. Obecnie wielu nie płaci, wielu płaci grosze. Nie może tak być, że ludzie latami korzystają z systemu, do którego nie dołożyli nawet złotówki. Nie może być tak, że mój pacjent po 40 latach składkowych czeka na wizytę u specjalisty dłużej niż ktoś, kto do systemu nie włożył wiele, albo nic. Nie ma nic za darmo. Bo jeśli ktoś bierze coś bezpłatnie, to płacą za to inni, zaradni, pracowici, uczciwi obywatele.

– a może…? … jeszcze radykalniejszy pomysł na zmiany. Przeniesiony z innego kraju. Prywatne gabinety, praktyki, spółki itp. powinny mieć podpisane umowy z NFZ na leczenie. Za wizytę, badanie np. rezonansem, pacjent otrzymywałby fakturę do zapłaty pomniejszoną o dopłatę z NFZ. Koszt wizyty 500 zł, pacjent płaci 100, a resztę lekarz otrzymuje z funduszu. W przypadku osób w ciężkiej sytuacji życiowej, koszt tej 100 opłaca MOPS. Taki system ma wiele zalet dla pacjentów. Zmniejszyłyby się kolejki, koszty medyczne byłyby klarowne, a zwykły człowiek nie ponosiłby kosztów wizyt prywatnych, bez których często nie można się w tej chwili obejść.

Uwaga: nie rozstrzygam. Proponuję dyskusję. Warto rozmawiać.

P.S. Zdjęcia z różnych akcji wsparcia dla nowosolskiego szpitala na kilkaset tysięcy zł, do którego trafił sprzęt i wyposażenie, dzięki zorganizowanym przeze mnie zbiórkom i własnym środkom.

Zdjęcia też z otwarcia nowoczesnego, 8-mio salowego bloku operacyjnego, na który szpital pozyskał środki z UE przy większościowym wkładzie własnym, z kredytu, który jest spłacany własnymi siłami szpitala.

Szpital nigdy nie miał „groźnego” zadłużenia. Zaciąga kredyty i je sam spłaca. To jest ogromny wysiłek załogi, lekarzy i odpowiedzialnej dyrekcji…

szpitala powiatowego.

Głos:

„W Szwecji kazda wizyta u lekarza czy w szpitalu u specjalisty kosztuje okolo 70- 100zl. Powyzej limitu rocznego okolo 500zl wizyty sa bezplatne. Nikt z tego powodu nie narzeka ale roztropnie po rozmowie telefonicznej z pielęgniarka rozważa czy jest mu taka wizyta potrzebna.

Drugi faktor, który odciąża BARDZO lekarzy to fakt, ze do tygodnia pracodawcy nie wymagają zwolnień od lekarza. Można więc zostać w domu, gdy się jest przeziębionym lub ma inną lekką dolegliwość. Nie nadużywa się też antybiotyków, które są w Polsce często podawane „zapobiegawczo” i niepotrzebnie. Odpoczynek do tygodnia w domu rozwiązuje wszelkie sezonowe problemy zdrowotne. Oczywiście zawsze można sie zwrocić do lekarza jeśli następuje pogorszenie.

Aby zapobiegać nadużywaniu tego systemu zrobiono pierwszy dzień zwolnienia niepłatnym”.