Od trzech lat docierają do mnie dramatyczne sygnały od mieszkańców Żar, którzy kupili swoje mieszkania w dobrej wierze, zaciągając wieloletnie kredyty, a dziś wciąż nie mogą w nich zamieszkać. Jako senator nie mogę przejść obok tej sprawy obojętnie, bo to przykład rażącej nierównowagi pomiędzy silnym deweloperem a bezbronnym obywatelem. W tej konkretnej sprawie inwestycja została fizycznie ukończona, lokale stoją gotowe, ludzie mają klucze, a mimo to deweloper odmawia doprowadzenia do skutecznego odbioru budynku i uzyskania pozwolenia na użytkowanie, żądając od mieszkańców dodatkowych, nieprzewidzianych w umowach pieniędzy.
Obowiązujące przepisy prawa budowlanego jasno wskazują, że to inwestor ponosi odpowiedzialność za zakończenie procesu budowlanego i doprowadzenie do formalnego oddania obiektu do użytkowania. Zgodnie z art. 54 i 55 Prawa budowlanego to na inwestorze spoczywa obowiązek zawiadomienia organu nadzoru budowlanego o zakończeniu budowy oraz uzyskania pozwolenia na użytkowanie, jeśli jest ono wymagane. Nabywcy lokali nie są stroną tego postępowania i nie mają narzędzi, by samodzielnie wymusić jego zakończenie. W praktyce oznacza to, że jeśli inwestor działa w złej wierze lub wykorzystuje luki w systemie, mieszkańcy zostają całkowicie sparaliżowani prawnie.
Równie istotne są przepisy Kodeksu cywilnego oraz ustawy deweloperskiej, które miały chronić kupujących przed nadużyciami. Umowa deweloperska zobowiązuje dewelopera do przeniesienia własności lokalu po spełnieniu określonych warunków, w tym po prawidłowym zakończeniu inwestycji. Jeżeli deweloper celowo opóźnia odbiór budynku lub uzależnia go od dodatkowych żądań finansowych, mamy do czynienia z działaniem sprzecznym z zasadami współżycia społecznego i potencjalnym naruszeniem art. 471 Kodeksu cywilnego, który mówi o odpowiedzialności za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania. Problem polega jednak na tym, że dochodzenie tych praw w sądzie trwa latami, a w tym czasie ludzie nadal płacą raty kredytów i czynsze za wynajmowane mieszkania.
Jako członek Parlamentu widzę w tej historii dowód na to, że obecne regulacje są niewystarczające. Państwo nie może pozwalać na sytuację, w której obywatel jest zakładnikiem dewelopera, a instytucje publiczne bezradnie rozkładają ręce, tłumacząc się brakiem kompetencji. Potrzebujemy zmian, które dadzą realne narzędzia nadzorowi budowlanemu i wzmocnią pozycję nabywców, na przykład poprzez możliwość zastępczego doprowadzenia do odbioru budynku lub sankcje finansowe za celowe blokowanie procedur. Ta sprawa nie jest jednostkowym incydentem, lecz ostrzeżeniem, że bez zdecydowanej reakcji prawa podobne dramaty będą się powtarzać. Jako senator czuję obowiązek mówić o tym głośno i domagać się zmian, bo rolą państwa jest stać po stronie obywateli, a nie tych, którzy wykorzystują przewagę ekonomiczną i luki w przepisach.
Zachęcam do obejrzenia mojego przemówienia z Senatu na ten temat: