ODWIEDŹ MNIE

ul. Pocztowa 1/1, 67-100 Nowa Sól

Social media

Dwukadencyjność dla samorządowców? OK Zgoda. Ale pod warunkiem, że dwukadencyjność też dla posłów, senatorów, marszałków, starostów, radnych oraz prezesów i zarządów spółek Skarbu Państwa!

Wczoraj w Warszawie wziąłem udział w debacie samorządowej podczas Forum Miasteczek Polskich na temat kadencyjności.

Skoro pełnienie funkcji publicznych, w przypadków wójtów, burmistrzów i prezydentów- funkcji operacyjnych (!), traktujemy jak „koryto”, jak nagrodę (za… no właśnie, za co?), to znaczy, że nie rozumiemy idei samorządności i wybieralności gospodarzy w bezpośrednich wyborach przez mieszkańców.

To nie politycy, tylko kartka wyborcza i głos mieszkańców, powinien decydować o tym, kto jest gospodarzem ich miasta czy gminy.

Kartka wyborcza i ludzie wybierani przez ludzi.

Ani Tusk, ani Kaczyński nie kochają samorządów. Dlaczego? Bo nie chcą dzielić się władzą, choćby i w terenie.

Niektórym politykom marzy się powrót do tego co było, czyli do komitetów partyjnych w każdym mieście i każdej gminie, jako onegdaj komitety PZPR. Ale to już było. Dzisiaj ludzie, a nie nominaci partyjni, decydują o losie Małej Ojczyzny.

Kaczyński w roku 2018 wprowadził dwukadencyjność w samorządach gminnych, mszcząc się na samorządowcach. Zrobił to na fali rozdmuchanego populizmu, w którym każdy samorządowiec to złodziej, a jak nie złodziej, to jego głównym celem jest „nachapać się” jak najwięcej. Dwie kadencje więc wystarczą.

Polityk i jego akolici, zadecydowali za wyborców, którzy od 2002 poprzez kartę wyborczą decydowali o wyborze najlepszego, swojego gospodarza.

Czy zawsze wybierali idealnie? Zapewne nie wszyscy i nie wszędzie. Ale na tym polega demokracja, że jedni wybierają lepiej, inni trochę gorzej, ale to są decyzje ludzi.

Trzeba też pamiętać o tym, że jeśli 51% mieszkańców danej gminy wybierze swojego kandydata, to 49% będzie z tego wyboru niezadowolona. To są uroki demokracji.

Ja byłem wybierany przez mieszkańców na gospodarza Nowej Soli pięć razy, a mój najlepszy wynik wyborczy sięgał 87%. Dużo? Chyba dużo. Ale mam świadomość tego, że 13% Nowosolan nie było zadowolonych z tego wyboru.

Funkcje wójta, burmistrza i prezydenta, to stanowiska typowo operacyjne. To władza wykonawcza, w odróżnieniu od posłów i senatorów, reprezentujących władzę ustawodawczą.

Samorządowcy, gospodarze gmin, podejmują decyzje mające wieloletnie skutki. Efekty tych decyzji są zauważalne często po latach. Jeśli wójt/b/p pod koniec drugiej kadencji będzie musiał podejmować decyzje, których efekty i skutki będą dopiero odczuwalne (negatywne albo pozytywne) po latach, to jedni nie będą chcieli takich decyzji podejmować- po co ryzykować, a inni, świadomi tego, że to już nie będzie ich odpowiedzialność, będą je podejmowali ryzykownie. Każdy wariant zły.

Ja zostałem prezydentem miasta Nowa Sól w 2002 roku. Efekty mojej pracy nie przyszły w rok czy dwa. Podejmowane trudne decyzje, takie jak zaciąganie kredytów na wykup nieruchomości pod strefy przemysłowe, uzbrojenie terenów inwestycyjnych, żeby móc stworzyć konkurencyjną ofertę inwestycyjną, zajęło ponad dwie czy trzy kadencje. Potem dopiero przyszedł czas, w 4-5 kadencji na rozpoczęcie realizacji marzeń, na które dopiero po latach ciężkiej pracy, było nas stać.

Uwaga: przez 17 lat nie kradłem, nie brałem łapówek, nie zatrudniałem znajomych czy rodziny, dla miasta i jego mieszkańców zarabiałem miliony i ściągałem inwestorów, tworzących tysiące miejsc pracy. Mieszkańcy mi zaufali, a ja chyba tych nadziei nie zawiodłem przez 17 lat.

Oczywiście można gdybać, co by było, gdybym odszedł po dwóch kadencjach. Oczywiście mogło by być dużo lepiej, lub dużo gorzej. Tego nie wiemy. Ten dylemat rozstrzygnęli sami wyborcy, mieszkańcy miasta, poprzez kartkę wyborczą.

Samorządowiec (gospodarz) będąc świadomym jego ostatniej kadencji, będzie miał o wiele mniejszą motywację do ciężkiej pracy. Bo taka jest natura każdego człowieka, a przynajmniej zdecydowanej większości.

Po co więc odbierać ludziom prawo do decydowania o wyborze najlepszego z najlepszych kandydatów, poprzez kartkę wyborczą?

Przyjmijmy, że w jakiejś części samorządów mamy do czynienia z patologią, kolesiostwem, tworzeniem układów, zatrudnianiem rodziny i kolegów z klasy bez kwalifikacji itd.

Przyjmijmy, że takich gmin w Polsce mamy np. 5%, może 10%, raczej nie więcej. To rodzi się pytanie: dlaczego 90-95% obywateli dobrze wybierających swojego gospodarza, ma cierpieć za te 5-10% obywateli, źle wybierających? Od tego jest kartka wyborcza, a nie decyzje polityków.

A jeśli większość uzna, że włodarz źle zarządza gminą czy miastem, prawo dopuszcza referendum odwoławcze. Teraz jest ich wysyp. W dużym mieście, jakim jest Zabrze, odwołano zaledwie rok temu powołaną na ten urząd panią prezydent.

W ostatnich wyborach blisko 40% samorządowców, w tym wielu wielokadencyjnych, przegrało rywalizację z innymi kandydatami, kiedy tylko 20-kilka procent parlamentarzystów straciło swoje funkcje.

To dowodzi tylko faktu, że Polacy są mądrzejsi, niż wielu się wydaje i sami potrafią za siebie decydować.

Dzisiaj dwukadencyjność dotyczy tylko prezydenta kraju, ale to jest literalnie zapisane konkretnie w Konstytucji!

Ograniczenie kadencji dla samorządowców jest niekonstytucyjne, gdyż odbiera Obywatelom bierne prawo wyborcze.

Ale skoro można złamać Konstytucję raz, to można i kolejne razy, tak więc jeśli dwukadencyjność dla samorządowców będzie utrzymana (wola Parlamentu, liderów partyjnych i prezydenta), to złożymy projekt ustawy wprowadzający dwukadencyjność dla posłów, senatorów, marszałków i starostów. Ciekawe jak wtedy zachowają się przedstawiciele partii politycznych, dzisiaj tak bardzo orędujący za kadencyjnością w samorządach?

P.S. Jestem przeciwko jakiemukolwiek łamaniu Konstytucji, co jest czynione od lat. Tym tekstem chcę wykazać hipokryzję Kaczyńskiego i całego obozu prawicowego, który o Konstytucji przypomina sobie tylko 3 Maja.

Generalnie po 36 latach wolnej Polski, czas na gruntowną reformę, ze zmianą konstytucji włącznie. Czy potrzebnych jest aż 460 posłów? Czy Senat nie powinien być przekształcony w Izbę Samorządową, tak jak kiedyś zakładano? Czy nie warto zrewolucjonizować sejmiki wojewódzkie? Czy potrzebny jest w ogóle urząd wojewody? A starostwa? Co z nimi, instytucjami bez dochodów. Długo by o tym. Mam nadzieję, że przyjdzie czas na rozsądną i racjonalną debatę.