Udowodnione łamanie prawa wyborczego na dużą skalę, potwierdzone decyzję PKW i wyrokiem sądu, powinno skutkować utratą mandatu posła czy senatora, zarzutami prokuratorskimi i surową karą. Tak nie jest. Za kradzież przysłowiowego batonika – prokurator, za kradzież miejsca w parlamencie – przywileje.
Trzeba zmienić prawo wyborcze i prawo karne.
Ktoś kto oszukuje, świadomie łamiąc prawo wyborcze i prawo karne, nie powinien, i nie może reprezentować 37 milionowego Dumnego Narodu.
Choć wybory, nawet te ostanie, pokazują, że w naszym pięknym kraju niekoniecznie ta zasad obowiązuje. Prawo jest kulawe i nie działa.
Uczciwy kandydat z oszustem nie ma żadnych szans.
Uczciwy kandydat na parlamentarzystę stosuje się do przepisów prawa i kodeksu wyborczego, w którym jasno zapisane są zasady finansowania kampanii wyborczej, w tym jasno określone są limity na kampanię i źródło ich pochodzenia. Ale uczciwi nie mają szans.
Jeśli uczciwy wyda na kampanię z legalnego źródła zgodnie z limitem np. 10 tys. zł, a kandydat/oszust wyda 1 milion (990 tys. poza limitem) nieudokumentowanych pieniędzy, z nieznanego źródła (np. z przestępstwa), to szanse uczciwego kandydata są niemal bliskie zeru i skutkiem tego, w parlamencie reprezentuje nas oszust. Taki kraj.
Jeśli kandydat na posła/senatora, ale też radnego, ma określony fundusz, który musi przejść weryfikację PKW, to brak takiej weryfikacji nie powinien być tylko karany karą finansową czy utratą subwencji (przestępca nie ma z kasą problemu), a utratą mandatu i zarzutami prokuratorskimi.
Widzieliście w kampaniach wyborczych (dotyczy różnych partii, choć są rekordziści) tysiące banerów i plakatów rozwieszanych niemal na każdym płocie, bardzo często niezgodnie ze prawem.
Znam przypadki, że ci „bohaterowie” (dzisiaj zasiadają w parlamencie) z kieszeni płacili właścicielom posesji za zgodę, a najczęściej wieszali tysiące plakatów i banerów bez zgody (mamy na to dowody).
Efekt? Wygrane wybory.
Np. Mejza zapłacił kary w Gorzowie i Zielonej Górze po ok. 50-70 tys zł. i co? Nic. Jest posłem.
Policzyliśmy i założyliśmy specjalne „liczydło” materiałów wyborczych Mejzy. Gigantyczne pieniądze poszły na nielegalną kampanię, przez co całe województwo było za setki tysięcy złotych „zabanerowane” hasłami typu: „pogonimy Tuska z niemiecką flagą”.
Mejza wykreował się na prawdziwego bohatera.
Tuska nie pogonił, ale zasiada w Sejmie.
Wg naszych szacunków na kampanię Mejzy poszło od kilkuset tysięcy zł do miliona zł. Nielegalnie. Z jakich źródeł te pieniądze?
Prokuratura ściga Mejzę za jakiś tam pokoik na poddaszu niewpisany do świadczenia majątkowego, a nie pyta o źródła pochodzenie setek tysięcy zł wydanych na nielegalną kampanię.
Złożyłem dwa doniesienia do prokuratury i dwa zawiadomienia do Państwowej Komisji Wyborczej. Mijają dwa lata. Zero odpowiedzi, zero działań.
Pełnomocnik wyborczy PIS odpowiedział, że te gigantyczne wydatki Mejzy nie były ujęte w sprawozdaniu finansowym PiS, choć były opatrzone informacją „sfinansowane ze środków Komitetu Wyborczego Prawa i Sprawiedliwości”. Kłamstwo!
Oszustwo.
Skutek? Mejza zasiada w Sejmie.
Jeśli nie zmienimy prawa, nadal w parlamencie mogą się pojawiać oszuści, którzy będą reprezentować Najjaśniejszą Rzeczpospolitą.
Powtórzę: udowodnione przestępstwo wyborcze i karno-skarbowe (źródło tych pieniędzy), musi się równać= wyrok, utrata mandatu i prokurator. Ja się takiemu prawu podporządkuje. Niema z tym problemu.
Zmienimy to prawo jako Nowa Polska. Będzie to w programie.
Parlament nie dla oszustów.
I uwaga: nie chodzi tylko k Mejzę. Każdy kto świadomie i na dużą skalę łamie prawo wyborcze (prawo!) po udowodnieniu i wyroku sądu powinien tracić z automatu miejsce w Parlamencie.
